sobota, 7 stycznia 2012

Niewesoły powrót do pracy

Cześć Kuba. Nazywam się Młoda Lekarka i będę Cię znieczulać dziś do zabiegu. Denerwujesz się? Spokojnie, już Ci daję coś na rozluźnienie. Lepiej? No to super. A ile Ty masz lat właściwie? 16? No to spory jesteś jak na chłopaka w tym wieku. Największy w klasie? !104 kilogramy-rety to dokładnie dwa razy tyle ile Młoda Pielęgniarka.To jak gotowy? No to jedziemy? Masz jakieś pytania? Nie, nie obudzisz się w trakcie zabiegu. Tak, po zabiegu się obudzisz. No jak to kogo zobaczysz? Mnie oczywiście...
Kuba ma guz mózgu. Umiejscowiony wyjątkowo paskudnie. Wykryty dwa tygodnie temu. Niejednoznaczny w tomografii i rezonansie. Znieczulałam go do pobrania wycinka, żeby onkolodzy mieli jasność jak draństwo leczyć. Wycinek miał być pobrany endoskopem. W trakcie pobierania uszkodzono splot naczyniówkowy. Duże krwawienie, które opanowano po pół godziny. Wycinka nie udało się pobrać. Neurochirurdzy skończyli. Ja mam go budzić. W końcu taki był plan. Chłopak ładnie sam oddycha. Ale nic poza tym. Zaglądam w oczy. A tam anizokoria ( znaczna różnica w wielkości źrenic). Nie budzimy. Jedziemy do tomografii w trybie bardzo pilnym. Okazuje się, że miał krwotok. Neurochirurdzy decydują, że podciągna dren i poczekają.
To było w czwartek.
Nataszka za kilka dni skończy rok. Tydzień temu jechała z rodzicami na ferie do Zakopanego. Luksusowym autem, zapięta w bezpiecznym foteliku. Tato prowadził pewnie i niezbyt szybko. Są obcokrajowcami- nie chciał narażać się polskiej policji, tym bardziej,że nie mówi po polsku. Samochód z przeciwnego pasa  wjechał im prosto pod koła. Mama Nataszy leży w śpiączce w najbliższym szpitalu. Nataszka trafiła do szpitala w średnim mieście, a stamtąd do nas. Kilku radiologów, ortopedów i neurochirurgów oglądało wyniki jej tomografii. Zlecili rezonans. Przy interpretacji zdjęć zdania są podzielone, ale przeważa pogląd, że rdzeń kręgowy jest całkowicie przerwany. Bardzo wysoko na C3/C4. W czwartek znieczulałam ją do nietypowej stabilizacji kręgów szyjnych z dojścia od tyłu. Wcześniej trzeba było przywieźć ją z intensywnej, ułożyć do założenia tracheostomii, potem ułożyć na brzuchu do stabilizacji. Wiedząc, że każdy ruch może pozbawić ją resztki szansy na rehabilitację...Do tego parametry życiowe całkowicie rozchwiane, znieczulenie ogromnie ryzykowne. W połowie zabiegu skończyłam pracę,  znieczulenie przejął kolega dyżurny.
Dzwoniłam wczoraj na intensywną- Kuba w stanie ciężkim, Nataszka- bardzo ciężkim.
 Właśnie dlatego nie śpieszyło mi się wracać do pracy...

12 komentarzy:

madzik pisze...

Uwielbiam TU do Ciebie zagladac...zawsze czekam na jakis nowy wpis Twoja lekkosc pisania jest do pozazdroszczenia...ale to co przeczytalam dzis poprostu mna wstrzasnelo... mam dwoje dzieci 5i 3 latek i wiem ze zrobilabym dla nich wsyztsko jak widac czasami nie mozna zrobic nic bo wszystko dzieje sie jakby poza nami...smutne takie zycie podziwiam Cie i zycze wytrwalosci bo tacy ludzie,tacy wrazliwi ludzie-lekarze jak Ty są potrzebni zwłasza takim malym ludką,pozdrwaiam

Monika pisze...

:( Nie da się nic mądrego napisać.

Szaman Galicyjski pisze...

Ano, Koleżanko, tak to w naszej pracy bywa - raz na wozie, raz w nawozie.
Mimo to, miej dobry rok. Lepszy od poprzedniego i gorszy od następnego.

dynia pisze...

3 tygodnie temu moj Maluch (troszke mlodszy od Twojego Nowego) mial zabieg usuniecia wrodzonej przetoki. Miala byc malutka a sam zabieg-"minutka dziesiec". Okazalo sie, ze zabieg trwal 2 godziny i to byly najgorsze 2 godziny...oddajesz swoje dziecko pielegniarce i nie wiesz co sie z nim dzieje. Trzymasz sie tego, ze jest w rekach ludzi ktorzy wiedza co robia. I ktorym zalezy...
Twoja praca jest bardzo, bardzo trudna ale tez nie ma chyba piekniejszej, choc czasem jest Kuba, a czasem Nataszka...

Anonimowy pisze...

Miejmy nadzieję, że Szef zadecyduje, że oboje z tego wyjdą ...
nika

Sydonia pisze...

anu niewesoło... moja konstrukcja psychiczna dyskwalifikowałaby mnie do pracy w takich "okolicznościach"...

Młoda Lekarka pisze...

Dziękuję za słowa wsparcia i za życzenia.
Cieszę się, że po tamtym czwartku był długi łikend i mogłam ochłonąć. Jutro studenci,więc psychika odpoczywa, a od wtorku poproszę o przydział na salę ortopedyczną, a najlepiej migdałkową...

Ida pisze...

Też pracuję w szpitalu, na oddziale psychiatrii dziecięcej. Nie powiem, że jest lekko, ale teraz nie wyobrażam sobie dnia bez tych dzieciaków. Na początku zmęczenie psychiczne rosło z dnia na dzień, nie mogłam przestać myśleć o niektórych przypadkach. Teraz staram się oddzielać pracę i dom.

Praca w szpitalu zawsze jest ciężka. I też uważam, że pracujący tam nie mają lekko, ale też nie można o nich mówić w kategoriach nadludzi.

Pozdrawiam:))
http://wishcorner.blogspot.com/

Sylanko pisze...

O tym właśnie, że będzie tak ciężko momentami, mówili mi i ostrzegali, zanim zaczęłam te studia. Zawsze uważałam, że spokojnie sobie z tym poradzę. Teraz, kiedy jest mi to wszystko o czym piszesz bliższe, nie jestem już taka pewna...

KH pisze...

Bardzo trudno coś napisać po takim poście. Szczególnie jeżeli ma się swoje dzieci.
Dlatego bardzo się cieszę, że są tacy ludzie jak Ty. Jesteś prawdziwą twardzielką.

Anonimowy pisze...

Jestem studentką medycyny, rok III. Na bloga trafiłam dziś i muszę przyznać, że jest wciągający.
Na zajęciach z interny spędzamy czas na intensywnej. W tym tygodniu byłam świadkiem, jak grupa lekarzy próbowała ratować dziewczynę dwa lata młodszą ode mnie. Młodzieńcze zapalenie stawów, przeniesiona z Pulmunologii z powodu nagłego wylewu śródczaszkowego. Z czystym sumieniem mogę nazwać działania anestezjologów walką o jej życie.
Jednak najgorsza była matka dziewczyny rozmawiająca przez telefon z mężem/ojcem Oli/kimś bliskim (?), która między jednym szlochem a drugim wydusiła z siebie "Mówią, że może umrzeć w każdym momencie".
Dotarłam do wpisu o pewnych siebie i zarozumiałych "aktualnych" studentach medycyny - ze mną jest na odwrót. Boję się, że kiedyś z mojej winy - błędu wynikającego ze stresu, braku wiedzy - któraś z takich bitew zakończy się porażką. Dlatego czuję się nieco skrzywdzona generalizowaniem ;).
Pepe

Alenda pisze...

:-( nie wiem co napisac...