poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Pielęgniarki

W anestezji istnieje specyficzny rodzaj współpracy lekarza z pielęgniarkami. Tam naprawdę jest "zespół", w którym role momentami przenikają się, komunikacja jest najważniejsza, a zgranie pozwala obu osobom pracować szybciej i bardziej efektywnie. Przede wszystkim nie ma zleceń pisanych. Mówię, co pielęgniarka ma zrobić, jaki lek podać, a nie piszę zlecenie. Czyli poziom zaufania wzajemnego sięga szczytów. Ona ufa, że ja naprawdę wiem, co mówię, a ja ufam, że ona zrobiła to, o co ją poprosiłam. Poza tym, u doświadczonych pielęgniarek wiele rzeczy dzieje się samo. Tzn. nie czekają na zlecenie. Nie dotyczy to oczywiście podawania leków (tu musi być moja wyraźna prośba, albo robię coś sama), ale innych spraw, jak założenie wenflona, czy przygotowanie narzędzi czy leków. Przykład- w czasie usypiania mówię: tu musimy założyć cewnik do pęcherza. Kilka minut później, kiedy pacjent już śpi,a ja podchodzę do strefy wiadomej, czeka już na mnie gotowy zestaw do cewnikowania. Tak było ze wszystkim- padało hasło "musimy", "trzeba będzie" i czekało na mnie wszystko przygotowane. Każda minuta była cenna. Tym bardziej, że kiedy ja, między zabiegami, przeglądałam dokumentację kolejnego pacjenta, pielęgniarka musiała poukładać "naszą" strefę na sali, przygotować kroplówki, rozpuścić leki. Nie znałam innego rodzaju współpracy i tu, na dermatologii, zderzyłam się ze ścianą. Uczciwie rzecz biorąc, praca pielęgniarki jest na takim oddziale naprawdę lekka. Mało jest obłożnie chorych i leżących pacjentów, znakomita większość jest samoobsługowa. Łącznie ze smarowaniem mazidłami- niektórym trzeba czasem posmarować plecy, innym zmienić opatrunek. Generalnie jest luz. Ale paniom wydaje się, że są ciężko przepracowane! Jedna ma pod opieką 6 pacjentów (to bardzo mało jak na nasze realia) i narzekają! Wszystkie panie na tym oddziale są już od dawna i chyba zapomniały jak może wyglądać ciężka praca pielęgniarki. Skutkuje to dziwnymi sytuacjami. Na przykład:
Pacjent, mocno posunięty wiekiem, przewlekle cewnikowany. Przy przyjęciu dowiaduję się, że ostatnią wymanię cewnika miał 6 tygodni temu. Mówię do pań (trzecch!), że "za pół godziny, kiedy zwolni się gabinet zabiegowy, zmienię panu cewnik. Proszę o przygotowanie wszystkiego, co potrzebne". Kiedy przychodzę za pół godzinym słyszę, że "w tamtej szafie po lewej wszystko jest, tylko sobie doktorka powybiera co chce" A na hasło, że potrzebuję kogoś do pomocy (naprawdę na serio biorę warunek zachowania maksymalnie możliwej sterylności) usłyszałam, że "takich fanaberi to jeszcze tu nie było". Inna sytuacja to ta, gdzie na moją prośbę o monitorowanie ciśnienia 2xdziennie u pacjenta usłyszałam "tegu tu się nie praktykuje". Wiem, że na razie mam kłopot z komunikacją i pracuję nad tym.  Ale tęsknię za "moimi" dziewczynami, które słyszały zanim powiedziałam i przewidywały zanim pomyślałam...

42 komentarze:

Vide Cul Fide pisze...

Marze o tym, by zrobić specjalizację z pielęgniarstwa anestezjologicznego... :)

Ewa pisze...

:)) na pocieszenie powiem Ci, że na internie widzałam, jak doktor zakładał cewnik niejałowymi rękawiczkami.
A pielęgniarki są różne, jak wszędzie. I anestezjologiczne bywają leniwe, a pracowite np w ZOL-u. Ale fakt, najlepiej zorganizowane i najszybsze spotykałam na bloku.
Pamiętaj, że co szpital, to inne zwyczaje, co oddział, to inne zasady... Choć i tam na dermatologii możesz wprowadzić swoje zwyczaje :))

Lilla pisze...

Czytam i jakbym slyszala opinie o pilegniarkach z oddzialu na ktorym mialam praktyke jako masazystka.Pacjenci nie umyci,jedzenie podstawiane po buzie dla pacjenta ktory nie potrafil reki ani jednej do buzi podniesc.Wiem ze maja wielu pacjentow,ale niekiedy warto czas poswiecony na ploty i kawke poswiecic pacjentowi. Biegaly tylko jak przyszedl ordynator. Ale znam rowniez takie ktore sa do rany przyloz,z hospicjum oj zebybwszystkie byly takie jak one...i na tym zakoncze...

Miśka pisze...

Mam wrażenie,że ciężka orka przed Tobą!
Wytrwałości życzę:))

Ida pisze...

Pracuję na neuropsychoatrii dziecięcej jako nauczyciel-wychowawca. Codziennie mam ścisły kontakt z personelem medycznym, w tym z pielęgniarkami. Są różne, ale głównie nie robią tego czego nie koniecznie trzeba, tylko to co muszą. Nieraz zdarzało się nie podać leku na czas, z kilkugodzinnym opóźnieniem, co jest niewskazane. Często bagatelizują prośby pacjentów, podśmiechują się z niektórych i oczywiście obgadują. Wiadomo-każda jest inna, ale ogólny obraz każdy może sobie wyrobić. Nie twierdzę, że mają lekko. Ba! Ja nie wytrzymałabym 12 h dyżuru wśród małych pacjentów. Ale jeśli się już jest pielęgniarką to trzeba się do tego przyłożyć. To nie biuro, tu swoim zaniedbaniem można znacząco wpłynąć na zdrowie pacjenta.

Magdalena pisze...

Ludzie są przeróżni i to chyba zależy od charakteru, czy ma się serce i powołanie do zawodu. Niestety nie wszyscy je mają...I swoją pracę wykonują wtedy z wielkiej łaski.Pozdrawiam i życzę współpracy z samymi ludzkimi i pomocnymi pielęgniarkami :)

Anonimowy pisze...

Ja mam wrażenie, że specjalizację z pielęgniarstwa anestezjologicznego wybierają z reguły Ci (Panowie w sumie także;)) którzy lubią i przede wszystkim, którym CHCE się pracować, a nie Ci, którzy robią łaskę, że w ogóle do pracy przychodzą...

czytelniczka

Anonimowy pisze...

Kwestia treningu. I przyzwyczajen. Znaczy jesli panie nie sa ksiezniczkami- to uda Ci sie. Ja pamietam kiedy pracujac sama (bo asystentka siedziala w tym czasie w kuchni...) , zawolalam- prosze xyz, Pani Asystentka odpowiedziala- zaraz, pije kawe. Opowiadam to do dzis. No ale dzis to zagranica. Takze, moze by tak pogadac z wyzsza isntancja i zaprowadzic reformy. O ile sie da....

Sylwia pisze...

Walcz... To stare jak świat ścieranie się personelu średniego z wyższym :D Racja jest po Twojej stronie! Panie tylko badają gdzie jest granica. W końcu się przystosują. Przyjaciółek jednak tam nie znajdziesz... ale przecież nie po to tam jesteś :D
Trzymam kciuki i dopinguję!

Lewania pisze...

"tegu tu się nie praktykuje" - az mi sie cisnienie podnioslo. Odpowiedz moja w tym przypadku by byla: moze i sie nie praktykuje, ale ja mimo wszystko prosze zeby zrobic jak prosze.

ghhrrr...

futrzak pisze...

Jak pracowałam w zawodzie, jako położna na IOMie, ceniłam własnie tych lekarzy którzy traktowali nas jako część zespołu.
Powodzenia życzę!

Anonimowy pisze...

I mnie, do tej pory, brakuje ścisłej współpracy, jaka była na intensywnej i na bloku z anestezjologiem. Łezka w oku się kręci. A to już 7 lat minęło..
ex piel. anestezjologiczna
ruda_

zośka pisze...

Tego typu zachowania są wszędzie w relacjach pracowniczych. Pytanie czy uda się wypracować zgodny rytym współpracy aby uniknąć nieporozumień i zbędnych tarć -czego życzę.

Kaczka pisze...

A 'doktorka' to tak w ramach rownouprawnienia, czy spoufalania sie?
O tempora! O mores!

Anonimowy pisze...

Świetny post, pracujac za granica w anestezji własnie tego mi najbardziej brakuje. Nie mam pielegniarki anestezjologicznej, wszystko musze nabrac i przygotowac sobie sam i po sobie posprzątac, pamietajac o skrupulatnym wyrzuceniu wszystkich igiełek. W momentach kiedy potrzebuje pomocy mam do dyspozycji pielegniarki blokowe które generalnie nie mają pojęcia o anestezji. chlip

kasia.eire pisze...

wszędzie tak jest, po prostu są takie oddziały, gdzie się toleruje takie zachowanie, a są takie, gdzie same pielęgniarki wyznaczają wysoki standard i nie dają tym gorszym rozwinąć skrzydeł. Tam się po prostu takie krowięta dobrały i rządzą

Unknown pisze...

Może i krowięta. Ale fakt, że zwyczaje mogą być różne na różnych oddziałach. Mnie, z kolei, po przeczytaniu posta nasunęło się wspomnienie lekarzy przychodzących do nas na staż (bo Ci co pracują stale są OK) -
- lekarz podaje pielęgniarce bloczek recept i mówi wymownie: "podbite recepty mi się skończyły". Pielęgniarka więc odpowiada: "w szufladzie jest pieczątka".
(no aż się ciśnie: "co mnie to obchodzi, nie ja wypisuję recepty")
Są wiecznie ogromnie zdziwieni, że sami muszą pakować sobie leki do torb wyjazdowych, sami wkładać historie chorób na miejsce,sami dokumentować wykonane przez siebie wizyty w zeszytach, sami przybijać pieczątki na swoich dokumentach.
I kto ich tego nauczył? Nie wszędzie są sekretarki.
Wiem, że przygotowanie zestawu do cewnikowania to inna sprawa, ale może po prostu kwestia ustalenia z oddziałową jaki jest zakres obowiązków pielęgniarskich
Pielęgniarka

Jaddis pisze...

he he!Choc sama jestem (p)jelegniarka musze przyznac Ci wiele racji.Pracowalam kiedys i na intensywnej i na sali a obecnie na paliatywce.Od nastu lat pracuje w Norwegii i tu zakres obowiazkow jest zupelnie inny niz w Polsce.Lekarza praktycznie nie widuje(raz w tygodniu mamy wizyte) a jak mam do niego jakies "ale" to tylko na telefon.Cewnikowanie to tez dzialka pielegniarek,zlecanie badan(!) czy zlecenie kroplowki.Ostatnio jest dyskujsja na temat wypisywania recept.Ze wzgledu na deficyt lekarzy pielegniarki beda mialy prawo wystawiac recepty.Tak wiec kochana wez damy do galopu i wprowadz swoje rzady albo Cie larwy zezra. Zastanow sie jak dlugo dasz rade tak sie meczyc.Porozwazaj "za" i "przeciw" i wez azymut na Norwegie.Ja bardzo lubie pracowac z polskimi lekarzami:) a w Norwegii lekarzy brakuje

Qanti pisze...

Hmm..
Nie wykonuje zawodu związanego z medycyną, jednak bardzo długo pracowałam jako wolontariuszka w hospicjum. Nie byłam nikim ważnym, myłam podłogi, nosiłam jedzenie, karmiłam, pomagałam myć i przebierać pacjentów, starałam się odwrócić ich uwagę od cierpień rozmową i żartowaniem. Pielęgniarki były bardzo różne. Niektóre chyba trochę rozminęły się z wyborem satysfakcjonującego zawodu, inne stres odreagowywały na bezbronnych w sumie pacjentach, jeszcze inne wzbudzały mój podziw i szacunek podejściem do podopiecznych. Wiele zależało od ordynatora. Pierwszy którego poznałam, niespecjalnie był zainteresowany pracą pielęgniarek oraz ich stosunkiem do obowiązków, które miały bezpośrednie przełożenie na stan pacjentów. Z kolei drugi... Drugiemu jakimś cudem udało się tak wziąć do galopu swoje pracowniczki, że oddział błyszczał czystością, pacjenci leżeli w świeżej pościeli, panie reagowały na każdy dzwonek a chorzy, o dziwo, zaczęli nawet przybierać trochę na wadze :D Ordynator potrafił znienacka wpaść wieczorem na oddział i sprawdzać czy wszyscy zostali nakarmieni i jak wygląda ich pościel. Nie było już problemów ze spóźnieniem podania leków. Jedno trzeba przyznać, w ciągu dnia niewiele było chwil, gdy panie mogły spokojnie usiąść i wypić kawę. Owszem, początkowo reformator budził w większości dość negatywne odczucia, jednak wraz z tym, skończyły się lokalne wojny podjazdowe, gdyż cały personel miał wspólnego "wroga" ;)Po około pół roku wszyscy się przyzwyczaili do owych rządów i nawet początkowo niechętne zmianom dłuższe stażem zatrudnienia panie, same brały "do galopu" nowe pielęgniarki.
Jak widać, najwięcej zależy od samej "góry" ;))))

inwentaryzacja krotochwil pisze...

Syndrom Księżniczki jest wyjątkowo trudny do wyplenienia. Życzę powodzenia!

Anonimowy pisze...

Jestem po praktykach pierwszorocznych i powiem tyle - o ile wcześniej byłam przekonana, że praca pielęgniarki jest rzeczywiście ciężka, niedoceniana, wymaga wiedzy i podejścia do ludzi...o tyle teraz moje odczucia są zgoła inne. Na oddziale 15 osób, na zmianie z 5 pielęgniarek, a pacjent od 2 h czeka, aż mu ktoś kroplówkę odłączy i będzie mógł do toalety pójść. Zakres obowiązków - picie kawy, czytanie prasy z gatunku Fakt, komentowanie zachowania pacjentów, rodzin pacjentów, nowych butów lekarki, narzekanie na wszystko oraz jęczenie, jacy to lekarze sa okropni, nieroby, same zachcianki mają. O tym, jak pani oddziałowa i jej koleżanki traktowały mnie nawet nie wspomnę. A potem jest ogromne oburzenie, że lekarze pielęgniarek nie traktują z należytym szacunkiem. No jak mają takie wspomnienia jak ja, to jakoś mnie to nie dziwi...

nurseamelia.nablogu.pl pisze...

Hej! Pracuję na OIOMie jako pielęgniarka i rzeczywiście jest tak jak piszesz :) zapierdol mamy totalny; czasami usiądę dopiero po 7-8 godzinach pracy.. ale powiem Ci szczerze.. lubię to! poważnie lubię to! I można się tu wiele nauczyć! Cieszę się, że poszłam tam od razu po studiach, bo niektóre dziewczyny, które wcześniej były np., na chirurgii to im ciężko przestawić się na taki tryb. Pozdrawiam serdecznie i weź poustawiaj babki na dermie! Jak chcesz trochę poczytać jak to wygląda z mojej strony to zapraszam na nurseamelia.nablogu.pl :>

Anonimowy pisze...

Pracuję jako pielęgniarka anestezjologiczna i lubię to. Po kilku latach pracy poznałam już wszystkich anestezjologów na swoim odziale na tyle, że czasem jedyne zlecenie jakie słyszę to: "po bożemu" i już wiem jak przygotować cały stolik leków :) Każdy lubi być doceniony w swojej pracy, więc miło czasem przeczytać takie słowa.

Gosiaczek pisze...

Wiadomo, ze personel jest rózny. ja trafiałam na praktyki na oddziały gdzie 3 pielęgniarki miały 70 pacjentów i nie wiedziały w co ręce wsadzić. A Państwo Doktorstwo przychodziło z tekstami " proszę mi wymienić baterie w ciśnieniomierzu" albo "A któraś z Pan to moze isć i pisać co będe dyktował? " No ludzie.. mnie młodsi ode mnie studenci lekarskiego objechali, że "Oni pracują! (oglądali badanie) a ja im przeszkadzam zakładając dziecku opaskę z nazwiskiem na rękę!!" tak jak ja bym leżała i pachniała tam. o.O sorry ale nawet gówniarzy si uczy braku szacunku do pielęgniarek. Jeżeli Pani doktor jest w porządku i wymaga to czego powinna, a jednocześnie zderza się ze ściana proponuję iść do oddziałowej. 3/4 zależy od tego jaki sobie zespół dobrała i czego wymaga. Nie Pani jest od "wojowania" z pielęgniarkami tylko ona. Bo Pani wyjdzie na kolejnego wielu chamów w Pani zawodzie, co będzie krzywdzące dla Pani, a "w kupie cieplej" i z cała zgrają takich "pielęgniarek" Pani nie wygra. Lepiej nie robić wojny tylko załatwiać wszystko odgórnie. A jak oddziałowa nic nie zrobi to do ordynatora, albo dyrektora. Może czas wybrać nowy personel zarządzający..? Należy też dodać, że nie wszędzie tak pracują pielęgniarki. Widziałam wiele osób pracujących w moim zawodzie, pełnych pasji i oddania pacjentowi. i to nie na bloku czy na OITcie a w ZOLu, na paliatywnej czy neurologii. Trochę nie fair psuć opinię wszystkim pielęgniarkom..

Anonimowy pisze...

Oczywiście Panie nie zachowały się w sposób prawidłowy. jednak szanowne Panie lekarki.. Po pierwsze nie jesteśmy " waszymi pielęgniarkami", pamiętajcie, że łączy nas więź funkcjonalna a nie służbowa, nie jesteście naszymi przełożonymi..w każdym przypadku możemy odmówić wam wykonania zlecenia bądz asysty jeżeli uznamy, że nie ma ku temu faktycznych wskazań. Naprawdę mało jest lekarzy szanujących pielęgniarki..a kończymy przecież studia bardzo podobne do waszych ( bardzo wiele pytań na egz nam się dubluje, przynajmniej było tak na GUMedzie). W mojej pracy bardzo często zdarza się tak, że młoda lekarka na dyżurze w pojedynkę nie ma pojęcia jak ma się zachować w kryzysowej sytuacji lub co przepisać..jak myślicie kto jej pomaga ? A czy słyszy za to choćby " dziękuję "? Niestety..ale my robimy to dla pacjenta..ogarnijcie się i zrozumcie, że nie jesteśmy już tylko od poprawiania poduszki, przebierania i latania za tyłkiem szanownego doktorka..Mamy współpracować jako zespół interdyscyplinarny!!! A współpraca nie polega na wywyższaniu się jednej ze stron.

Anonimowy pisze...

Tak się cieszy Pani młoda lekarka, że pielęgniarka robi za nią jeszcze myśli a ona zgarnia kasę za jeden dyżur równoznaczną z taka którą pielęgniarka dostaje za cały miesiąc....Dziękuję za takie koleżeństwo i jeszcze się chwali na blogu, że ma wszystko na gotowe...żenujące

Anonimowy pisze...

Ja mam wrażenie, że to niekoniecznie wina pań pielęgniarek, ale samego oddziału. Miałam okazję być na kilku oddziałach dermatologicznych i panuje tam specyficzna, że tak się wyrażę, atmosfera. A mówiąc kolokwialnie, jest tam po prostu za dużo bab i jedna z drugą rywalizuje o wpływy. Niestety tak część kobiet postępuje i może Cię czekać ciężka przeprawa. Powodzenia i wytrwałości, bo to jednak lekarz ustala, co ma być zrobione.

Anonimowy pisze...

zupełnie nie podoba mi się to, co przeczytałam.
oczywiście, zachowanie pań pielęgniarek w opisanej sytuacji było nie do przyjęcia, jednak byłam i jestem jako praktykantka na wielu oddziałach w wielu różnych szpitalach i niestety najczęściej sytuacja wygląda po prostu odwrotnie. to lekarze nie mają szacunku do pielęgniarek, szczególnie ci, którzy dopiero co skończyli studia (!). z moich obserwacji wynika, że na przeciętnym oddziale pielęgniarki robią więcej niż lekarze, studia, które skończyły wcale do łatwych nie należą, zarabiają oczywiście skandalicznie małe pieniądze i nie rzadko wiedzą dorównują lekarzom (naprawdę). dlaczego więc lekarze tak w stosunku do nich się odnoszą ? nie znajduję uzasadnienia. oczywiście nie generalizuję zarówno jeśli chodzi o zachowanie lekarzy, jak i pielęgniarek, które opisuje, bo zdarzają się przypadki rewelacyjnej współpracy między przedstawicielami tych zawodów. dlatego też nie wiem, czemu taka sytuacja nie ma miejsca wszędzie. czyż nie pracowałoby się lepiej w atmosferze wzajemnego szacunku i sympatii ?

Anonimowy pisze...

Nie można wszystkich mierzyć jedna miarą. Różnie to bywa... Każdy ma czasem gorszy dzień itd. czy pielęgniarki. Obgadują. Hmmm.. A może przekazuja sobie informs he ktore dla postronnej osoby wygladaja inaczej. oddziały. Są różne i przyzwyczajenia też nie mowie ze tak powinno być. Nie należy zapominać ze są też pielegnoarki oddane swojej pracy i lekarze którym w nocy niech e się wstać żeby wpisać lek p. Bólowy. Nie wiedza dla jakiego pacjenta sprawdzają krew, zlecają lek na który pacjent jest uczulony... A drukowanymi literami na czerwono jest napisane to na karcie zleceń... Now zapominajmy tez o biurokracji pracujac na oddziale zabiegowym z 34 lozkami niestety now man czasu a to co bym chciała zrobić bo musze wypełnić stos papierów!!!

Anonimowy pisze...

Wkurzam się czytając takie posty, wy LEKARZE myślicie że jesteście pępkami świata bo wiecie więcej od nas. Panoszycie się na tych oddziałach a my zawsze jak te szare myszki grzecznie musimy was słuchać albo stać krok za wami. Tym czasem wy zarabiacie gruuubo ponad 2 3 4 razy tyle co MY pielęgniarki! Chciałabyś mieć taką pracę za 1400zł? studiując męcząc się i słysząc od was że i tak nic nie umiemy?! Jak ty chcesz porównywać moją pracę do swojej, skoro ty z pacjentem jesteś w ciągu całego dnia z 30 min gdy ja chodzę do niego, sprawdzam, myję, podaje leki i nieraz wspieram w ciężkich chwilach przez cały dzień. Nad tym się nie zastanowiłaś? .... Być może są lekkie oddziały, ale nie mów mi że 6 pacjentów na 1 pielęgniarkę to mało?! chciałabym żeby choć raz lekarz usiadł na moj stołek i wypełnił tyle papierów, latał z badaniami, mył pacjentów, karmił, kroplowki, antybiotyki itp. ciekawe jakbys ćwierkała...
Naprawdę nie generalizujmy bo owszem są stare pielęgniary które tylko czekają aby odejść na emerutuje ale one już w swoim życiu się napracowały. Uwierz mi ja na swojej drodze tak jak ty na swojej też spotkałam lekarzy którzy mają zupełnie w nosie i pacjenta i ciebie. Byle mieć publikacje i byle się spełniać. Jesteś jeszcze za młoda by cokolwiek zrozumieć. Jeszcze ci się chce... zobaczymy za lat parę... Narzekać każdy umie ale nikt się nie zastanowi jak to tak naprawdę wygląda z drugiej strony.

Anonimowy pisze...

Najwidocznie zapomniały co to ciężka praca... 6 pacjentów to na prawdę nie jest dużo :) Jako przyszła pielęgniarka powiem jedno: są ludzie i ludziska... u mnie na studiach jest wiele osób które nie nadają się do tego zawodu, są opryskliwe, nie znają kultury, nic im się nie chce....

Anonimowy pisze...

Pracuję na OIOMie. Wcześniej podobnie jak każdy inny medyczny laik myślałam, że lekarze są super-extra, że się przejmują (jak to uczą nas te wszystkie seriale). Niestety grubo się pomyliłam. Zdarzyło się, że w jednym czasie mieliśmy dwa przyjęcia (pacjenta nieprzytomnego trzeba przenieść, zamonitorować, rozebrać, założyć wkłucie, podłączyć do respiratora, podać płyny + leki + ustawienie leków na pompach przepływowych, założyć cewnik, jeśli idzie do zabiegu to przygotować miejsce operacyjne), a byłyśmy w cztery pielęgniarki. Wiem, że wtedy był totalny młyn, bo jeszcze dwoje innych pacjentów się pogarszało. A co robił w tym czasie lekarz? Siedział przy biurku i pytał: "On reaguje coś czy nie?" "Ma jakieś wkłucia?" "Jak się ona nazywa?" "Podbiłem skierowania, to wypiszcie na morfologię i gazometrię". Nie odkleił się od krzesła, nawet nie ustawił respiratora! Innego razu koleżanka cały dyżur prosiła lekarza, żeby wymienił kontakt centralny, bo żadne odprowadzenie nie działało, a pacjentka dostawała noradrenalinę w pompie. Lekarz telefonicznie powiedział, że wenflon starczy. Pacjentka po chemioterapiach ma kruche żyły, więc koleżanka (dodam, że bardzo utalentowana w kwestii wkłuć), powiedziała, że nie dała rady i lekarz ma przyjść założyć obwodowy, skoro tak chce, a ten co odpowiedział? "Kto to zrobi lepiej niż wy?" i poszedł spać dalej. Słyszałam też jak koleżanka chciała zrobić zlecenia dla swojego pacjenta, więc zagląda do karty zleceń, a student, który przeglądał historie tego pacjenta mówi: "A co mi tu Pani w dokumentach grzebie?!". Poza tymi przykrymi sytuacjami dodam, że z resztą lekarzy współpracuje się naprawdę dobrze. Dla niektórych nie jest problemem, że pomoże nam przytrzymać pacjenta, zmienić jego pozycję, kilka razy nawet przy myciu (i to były osoby już z doc., dr. a nawet ordynator; co ciekawe im młodsi lekarze tym mniej chętni). A co do szykowania zestawów. U nas wygląda to tak, że rzeczywiście my to robimy, ale jeśli ewidentnie nie mamy czasu, to lekarz nie robi problemu, żeby sam sięgnąć coś z półki, czy leki uszykować. Tak więc do autorki: Naprawdę uraziło Cię to, że masz sięgnąć coś z szafki? Przecież to tylko cewnik, ligno, aqua (jak nie ma w zestawie z cewnikiem), strzykawka, octenisept, jałowe gazy i rękawiczki. Uwierz, że o wiele więcej rzeczy my robimy za was, niż wy za nas. Wy "przyjmujecie pacjenta" czyli wypisujesz karty, czasem nawet go nie dotkniecie, to my dźwigamy, myjemy, karmimy, znosimy niekiedy te wszystkie upierdliwości, gdzie Ty zamkniesz się w gabinecie i jesteś na telefon czy puk-puk. Więc pomyśl: czy jesteś naprawdę tak ograniczona, żeby nie sięgnąć tych parę rzeczy z szafki? Co do asysty to się zgodzę. W dwie osoby i koniec.

Młoda Lekarka pisze...

Widzę, zę wielu paniom pielęgniarkom, które tę stronę odwiedziły umknęło sedno sprawy. Na tym opisywanym przeze mnie oddziale pielęgniarki NIE MYŁY, NIE KARMIŁY, NIE PRZEKŁADAŁY pacjentów. Pacjenci w 99% są absolutnie sprawni.
I tak, uważam, że to grube przegięcie, że mam szukać po szafce, która widze pierwszy raz w życiu w poszukiwaniu kilku przedmiotów, kiedy 3 panie piją kawę.
I nie wyobrażam sobie sytuacji, że wchodzi do mojej dyżurki pielęgniarka i prosi mnie np. o kartę zleceń pacjenta, a ja pijąc kawę wskazuję gestem na szafkę i mówię- pani sobie poszuka...

Po ponad roku pracy na tamtym oddziale udało mi się całkiem nieźle ułożyć pracę z paniami. Do tego stopnia, że kiedy odchodziłam, w ich imieniu przyszła do mnie pani przełożona i powiedziała,że w wybiera się do dyrektora żeby spytać go o możliwość zatrzymania mnie u nich na oddziale. Łzy w oczach i uściski. I nie chodzi o nic innego, jak tylko szacunek. Wzajemny

Anonimowy pisze...

Witam,
popieram Panią Doktor,to w naszej intencji leży przygotowanie zestawu do cewnikowania.Co innego,gdyby wszystkie pielęgniarki były zajęte rzeczywiście swoimi obowiązkami.Poza tym zgodnie z teorią jałowości powinnyśmy to robić w dwie osoby tzn.pielęgniarka asystuje lekarzowi.Amen.
Pielęgniarka z 18 letnim stażem w kl.Onkologii,obecnie pracująca za granicą w swoim zawodzie

Anonimowy pisze...

Profesjonalizm !
Witam,
Lekarz i pielęgniarka to dwie odrębne profesje. Wykonywanie zleceń, nie poleceń lekarskich, jest tylko częścią "procesu pielęgnowania" czyli nowoczesnego sposobu realizowania obowiązków zawodowych przez pielęgniarki. Cewnikowanie jest zabiegiem, do którego obowiązuje określona procedura. Szpital powinien mieć opisany sposób jej realizacji - określone, kto i co, w danej sytuacji wykonuje. Dodam, dla osób "niemedycznych", że tylko cewnikowanie mężczyzny nie należy do kompetencji pielęgniarki. Nie oznacza to jednak, że pielęgniarka rozpoznając problem w zakresie wydalania moczu u mężczyzny, planuje cewnikowanie i zleca ten zabieg lekarzowi. Zakłada się, że lekarz wykona tylko samą czynność założenia cewnika do pęcherza u mężczyzny, z powodu różnic i możliwych komplikacji jakie napotyka się w anatomii bądź patologii męskich dróg moczowych. Co do reszty procedury, jest jak najbardziej w kompetencji pielęgniarki. Jest to zabieg z asystą, przewidujący zadania dla pielęgniarki i lekarza. Ale zapewne wszystko zależy od ustaleń szpitala.
Pewne sprawy najlepiej jednak regulują dokumenty i rozporządzenia. Jeżeli personel ich nie przestrzega, łatwo można się na nie powołać, przywołując go do porządku. Niemniej, samemu trzeba je również znać, bo nie są ustalane dla pielęgniarek, tylko dla określonych świadczeń zdrowotnych.
Muszę jednakże nadmienić, a wiem to z zawodowego doświadczenia, iż jest mnóstwo czynności, drobnych i poważniejszych, które wykonują za lekarzy pielęgniarki. Nieraz nie jest to szkodliwe, a nieraz przekracza zdrowy rozsądek. A dzieje się tak, "no bo właśnie tak się przyjęło", bo pokazałyśmy, że potrafimy wiele, "bo zawsze tak było", bo ciężko to zmienić, żeby nie narazić się na krytykę ze strony lekarzy, ordynatorów czy konserwatywnego środowiska pielęgniarskiego.
A płace lekarzy są nie dwu czy trzykrotnie wyższe od pielęgniarskich. W przeważającej, ogromnej liczbie szpitali powiatowych, pensje pielęgniarskie są nieco wyższe od najniższej krajowej, i to wstyd, bo wiele z nas jest po studiach i jest specjalistami w zawodzie. A pensje lekarskie wywindowane są, do przekraczających nasze, co najmniej 6-10 razy !!! Dzieje się tak dlatego, że manager szpitala musi czymś lekarza zatrzymać, aby ten chciał pracować na prowincji.
Absolutnie nie pochwalam braku profesjonalizmu ze strony jakiegokolwiek członka "białego personelu". Tu gdzie wchodzi w grę życie i zdrowie ludzkie, szybkość działania, trafność decyzji, współpraca musi się układać przynajmniej na poziomie dobrym. Oznacza to, że każdy wie jak postępować w danej sytuacji, bo ma określone zadania I NIE MUSI WYPRZEDZAĆ I MYŚLEĆ ZA WSPÓŁPRACOWNIKA !
Pielęgniarka z blisko trzydziestoletnim stażem pracy. Pracuję zgodnie z nowoczesnymi modelami pielęgnowania, nieustannie się kształcę.

Anonimowy pisze...

Prawda jest taka.ze.duzo zalezy od calego zespolu....u mnie na oddziale jest 43 chorych z czego 20-30lezacych i az 2!!!! Pielegniarki. Praca jest bardzo ciezka. Czesto nie ma.czasu zjesc i sie napic. Lekarzy jest zazwyczaj 5 na zmianie dziennej i 2 na nocy a mimo wszystko pielegniarki mierza dla nich.cisnienia acjentom, przedluzaja zlecenia lekarskie i przygotowuja wypisy bo.sie wyrobic nie moga... Nie wspomne o poziomie wiedzy... Zgroza..

Uniformix pisze...

Określając kolokwialnie wykonują po prostu "kawał dobrej roboty" a nie zawsze są za to niestety doceniane.

mazgoo silent-thelma pisze...

Równiez jestem pielęgniarką, pracuje w Domu Opieki, na codzień nie posiadamy lekarza, każdy problem zdrowotny musze sama rozpatrywać,odemnie zalezy czy pomoge zanim dojedzie pogotowie albo czy w ogole dojedzie zdarzają się dni ze jestem jedyną osobą na 2,5 piętra - ponad 100tka ludzi wymagających opieki, naprawdę są dni,że człowiek zapomina jak się nazywa, ale pacjenci/ mieszkańcy są niesamowicie kochanymi ludzmi... marzy mi się psychiatria teraz kształce się na studiach mgr drugiego stopnia, zobaczymy co ztego wyniknie :) OBSERWUJE BLOGA, sama piszę a będzie mi wygodniej zaglądać i czytać , pozdrawiam ciepło :*

Anonimowy pisze...

:):)::

Natalia pisze...

Ten stosunek pielęgniarek do pracy który opisałaś w drugiej części postu rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia... Pielęgniarka powinna pomagać lekarzowi, a nie utrudniać wykonywanie przez niego pracy. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć polepszenia wzajemnych stosunków. Pozdrawiam.

Lukasz pisze...

Masz jak najbardziej rację jednak pielęgniarki wykorzystują fakt, że lekarze często mają w dupie czy ktoś ma coś do zrobienia itp. I rzucają, proszą o coś do zrobienia. Myślę, że problem pielęgniarka-lekarz tkwi w organizacji.

Anonimowy pisze...

Mówię co pielęgniarka ma zrobić..
Czekam na zestaw do cewnikowania... Zastanawia mnie z kim ty pracujesz i czy wiesz co specjalista pielęgniarstwa w anestezjologii i intensywnej terapii ma w kompetencjach. Pielęgniarka sama zacewnikuje pacjenta, sama go obserwuje przez 12 h na dyżurze OIT a anestezjologii mają do niej 100 % zaufania. Nie rozumiem dlaczego dalej tkwimy w komunie i czekamy czy słuchamy tego co Pani Pan doktor powie. Są pewne granice we współpracy a tu mam wrażenie, że na lekarskim dalej uczą, że pielęgniarka w dodatku specjalistka jest od wykonywania poleceń... Ale to jest wina pielęgniarek bo nie postawiły sobie twardych granic, tylko od razu spoufalaly się z Panem doktorem... Szacun za doceniane pracy koleżanek, żal za komunalne postrzeganie roli pielęgniarki. Tyle w temacie. Powodzenia